poniedziałek, 22 czerwca 2009
Pod lasem
Idziesz ulicą i widzisz najczęściej drewniane domki, pamiętające jeszcze czasy, kiedy byli tu Żydzi. Smutno robi Ci się, gdy pomyslisz o tych wszystkich, którzy już odeszli i o tych, którzy odejda w przyszłośći. Zastanawisz się dokąd zmierzaja takie miejscowośći jak Milejczyce, gdzie gwar życia ustepuje miejsca smętnej ciszy i szumowi wiatru w koronach starych drzew.
Puste wydają się Milejczyce zwłaszcza zimą i jesienią, kiedy wychodząć na wieczorny spacer nie napotkasz ni żywej duszy. Wszyscy młodzi, którzy maja jakiekolwiek ambicje, dawno już wyjechali, zostali jedynie ci, którzy pogodzili się już z brakiem perspektyw i toną w marazmie albo ci, którzy ciężko pracuja, aby jakoś przetrwać na tej nieprzyjaznej i smutnej ziemi.
Pomimo wszystko wiem, że Milejczyce są piękne. Polożenie wśród lasów, pol i łąk daje ukojenie ludziom, którzy mają dość miejskiego gwaru, poszukując ciszy i spokoju, której w Milejczycach pod dostatkiem. Dlatego też jest nadzieja, że kiedyś znowu wróci tu życie.
Herb Milejczyc

Cerkiew św. Barbary z pobudowana w 1900 r.

Kosciół katolicki pod wezwaniem św. Stanisława 1740, orientowany, drewniany o konstrukcji zrębowej.

Synagoga z 1927 roku (po II wojnie swiatowej kino, obecnie zamkniete), w miejscu poprzedniej z 1857 roku. Pobudowan na planie prostokata, murowana, nietynkowana.

poniedziałek, 01 czerwca 2009
chciałabym mieć niebieski koralik...
Historia niebieskiego koralika i dziewczynki, do której należał, jest nierozerwalnie związana z moim dzieciństwem.
Niebieski koralik był niezwykły, bo tak jak złota rybka, umiał spełniać życzenia. Moc tkwiła w jego intensywnie błękitnym kolorze. Jak się pózniej okazało, koralik nie mógł spełnić nieskończonej ilości marzeń, bo czym więcej ich spełniał, tym jego kolor coraz bardziej bladł, a z nim również zanikała jego moc...
Taki niebieski koralik to wspaniała rzecz. Móglby mi pomoc przedostać się w jednym mgnieniu z Polski do Peru...
Jak większość dzieci z mojej generacji uwielbiałam baśnie. Księżniczki i królowie zza siedmiu gór i rzek, złe czarownice, krasnoludki, potwory, potrafiace mówic zwierzęta...no i oczywiście szczęśliwe zakończenie...wszystko to kształtowało moją dziecięcą wyobraznię i niepostrzeżenie wpłyneło zarówno na świat moich wartośći jak i na ogólne postrzeganie świata.Prawdy głoszone przez baśnie, mówią, że dobro zawsze zwycięża zło, że czlowiek szlachetny otrzyma prędzej czy pózniej nagrodę, zaś nikczemnik nie uniknie kary.Piekny byłby świat żeby prawdy owe przekładalne były na świat rzeczywisty, nieprawdaż?
No ale tak czy inaczej, jesli w przyszłości będę miała dzieci, będę czytała im baśnie, te same, wśród których i ja się wychowywałam. Naiwność bowiem, którą nabywa dziecko obcujące ze światem baśni, jest piekna.
A swoja drogą to chyba nie mam ulubionej basni, choć w dzieciństwie najczęściej słyszałam historię o "Jasiu i Małgosi" a także ponadczasowego "Czerwonego Kapturka".
A tym, którzy uważają,że baśnie nie wpływają na pózniejsze nasze zycie, wyjawię, że do dziś przeraża mnie, nawet na ekranie telewizora, widok wilka....

niedziela, 31 maja 2009
zaczyna się
Dzisiaj jest najbardziej nielubiany przeze mnie dzień tygodnia, czyli niedziela...Jestem sama, niedawno wróciłam od Christiana no i nie wiem jak spędzić resztę dnia...Skoro juz mowa o Christianie, to może slów kilka o nim...
Christian, to moja pierwsza prawdziwa miłość, to człowiek, który choć przybył z zupełnie innego swiata, z kraju oddalonego od Polski o tysiące kilometrów, jest i będzie bardzo mi bliski. Dla uczuć nie ma granic, jak już urosną , to nic nie jest w stanie ich stłumić ani umniejszyć. Ktos pomysleć może, "no tak, kolejna osoba publikuje swoje wynurzenia na temat miłośći...no i po co to komu?" Wiecie co, kiedys jak czytałam tego typu teksty o miłości, to niedobrze mi się robiło i myslałam sobie "ojej, następna/-ny pisze jak to się mocno zakochała/ -ał i jak mocno cierpi z powodu miłości albo jaka miłośc jest piękna, ptaszki śpiewaja, pszczołki zbierają pyłek z kwiatków i takie tam..." Jak juz sama się zakochalam, to ze zdziwieniem zaobserwowałam u siebie dziwna potrzebę wyrażenia w jakis sposób tego, co siedzi mi teraz w środku. To "coś" nieustannie szuka ujścia, chce wyjść na światlo dzienne i udowodnić że naprawde istnieje. Także w końcu zebralam sie w sobie i postanowiłam ulżyć sobie samej....no i zrozumialam w końcu zakochanych.
Wszystko się w moim zyciu zmieniło odkąd poznałam Christiana. Część spraw, które dotychczas były dla mnie ważne, utraciły swój priorytet. Nie mogę się na wielu rzeczach skupić a wlaściwie na niczym nie moge się skupić, ciągle i niezmiennie mysli zaprząta mi tylko jedno. Cokolwiek robię, gdziekolwiek idę, z kimkolwiek jestem, wciąż towarzyszy mi błogie uczucie, że jestem kochana i że sama też kocham. Łatwiej mi teraz w życiu, choć też i strach nie jest mi obcy...I choć powszechnie uchodzę za niepoprawną pesymistkę tylko ja wiem, że jestem doskonałym przykładem optymizmu utajonego...a co za tym idzie- mam nadzieję, że się uda!
|
|